23 kwietnia
2018
Polsat Boxing Night “Noc Zemsty”

OPUBLIKOWANE PRZEZ admin KATEGORIA: Relacje | None KOMENTARZE

Hala Częstochowa 21 kwietnia będzie sportowym kotłem.

Tak pisałem kilka godzin przed sobotnią galą i moje przeczucia się potwierdziły. Trybuny nabite od początku. Kiedy ostatnio widziałem coś takiego na polskiej gali?

 

Damian Wrzesiński- Michał Chudecki

“Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia.”

Otwarcie gali spod znaku polsko-polskich starć. To co dało siłę PBNowi jako marce- mocne zestawienia rodaków na undercardzie. Miała być wojna i była wojna- o Poznań. Zadawnione sprawy z ringów amatorskich, pytania co do formy Michała po dłuższej przerwie od występów w ringu, Damian w gazie po pojedynku z Laskowskim. Musiało byc grubo i było. Cios za cios, wzajemne zapędzanie się do narożników, dynamicznie bite serie, odskakujące głowy. Pierwsze rundy dla Michała, lekko spięty Damian nie mógł się wstrzelić. Kolejne odsłony wyrównane a inicjatywa przejęta przez Wrzesińskiego, który zadawał ciosy odczuwane przez rywala. Rundy trudne do punktowania, werdykt remisowy. Czekamy na kolejną odsłonę starcia o Poznań.

 

 

Łukasz Wierzbicki- Michał Żeromiński

Oczekiwany rewanż.

Śródtytuł mówi wszystko. Pierwsza walka z listopada zeszłego roku to Michał rozczarowany wynikiem i Łukasz nie do końca zadowolony ze swojej formy a w tle kontrowersje. U Wierzbickiego nowości- pełen obóz z Gusem i przygotowanie fizyczne pod okiem dr Chyckiego, u Michała to co zawsze i jeszcze więcej czyli chęć udowodnienia wyższości w ringu i pokłady sportowej złości. I tak jak przygotowania, taki był obraz pojedynku. Łukasz spokojnie kontrolujący tempo, Michał ambitnie nacierający i próbujący zrywać dystans. Rozcięcie łuku brwiowego mogło mocno skomplikować plany Wierzbickiego ale z problemów wyszedł obronną ręką. Żeroma ukradł kilka starć jednak w ogólnym rozrachunku dostaliśmy solidne zwycięstwo punktowe Łukasza. Bardzo dobry test dla młodszego z zawodników Tymexu a w ringu dosłownie- pot i krew.

 

 

Robert Parzęczewski- Tim Cronin

Mistrz Polski kontra Mistrz Kanady.

Z Robertem Parzęczewskim wielu wiąże duże nadzieje. Młody, dobrze odnajdujący się w bitce, z zapleczem kibiców które widać i słychać na każdej gali z jego udziałem. Dwadzieścia zwycięstw na koncie i tak jak się wielu spodziewało, po walce mógł dopisać do swojego rekordu dwudzieste pierwsze zwycięstwo. Parzęczewski dominował ale Tim Cronin naprawdę trzymał się twardo i nie zatrzymywały go kolejne nokdauny.  Bomby spadające na głowę Kanadyjczyka pod koniec ósmej rundy dały rezultat- TKO. Robert sam ocenia, że wiele elementów rzemiosła musi jeszcze poprawić ale po takim laniu jakie sprawił Croninowi powinien mieć wrażenie dobrze wykonanej roboty. Na doskonalenie boksu ma czas- 24 lata i jeszcze wszystko przed nim. Obecność w pierwszej piętnastce dwóch federacji daje dobre perspektywy.

 

 

Ewa Brodnicka- Sarah Pucek.

WBO w stawce.

W boksie Ewy duża poprawa. Obóz z Gusem dał świetne efekty co widać było już na medialnych  treningach. Ciosy mocniejsze, dobrze składane akcje, w końcu kontrola dystansu. Sarah Pucek nie przyleciała po wypłatę. Choć było widać różnicę w umiejętnościach obu pań to rodaczka Cronina przyjęła walkę. Nie odpuszczała do ostatniej rundy jednak kolejne starcia szły na konto Brodnickiej. Ostatni gong, karty punktowe i głośny aplauz za świetnie wykonaną robotę. Przekonujące zwycięstwo w obronie tytułu, które na pewno zostanie zauważone. Pas WBO i sobotnia dyspozycja pozwalają z optymizmem patrzeć na przyszłość polskiej pięściarki.

 

 

Damian Jonak- Marcos Jesus Cornejo

Powrót weterana.

Niemal trzyletnia przerwa to szmat czasu. Wszyscy znają historię z zardzewiałymi pięściarzami, którzy wracają na ring tylko po pieniądze. Wszyscy znają zakończenia takich historii- zazwyczaj smutne. Cornejo to zawodnik, który przyjechał w zastępstwie za Lukasa Ndafolumę. Na pewno pierwotne zestawienie zapewniłoby więcej emocji,  ale w tej walce chodziło głównie o sprawdzenie się przez Damiana i powrót do zawodowego boksu po  36 miesiącach przerwy. Zadanie wykonane. Bez większych emocji bo Argentyńczyk unikał walki jak tylko mógł i Jonak obijał go do jednej bramki. Rezultat? Jednogłośna decyzja sędziów. Powrót udany, dobra forma fizyczna.  Czekamy na kolejne starty.

 

 

Adam Balski- Denis Grachev

“Jadą świry, jadą!”

Jeżeli ktoś miałby wątpliwości kto walczy następny to wystarczyło, żeby posłuchał tego co dzieje się na hali. Ekipa Balskiego była głośna już od ostatniego gongu walki Jonaka. Efektowne wejście do ringu i ruszamy. Grachev- rutyniarz z niejedną wojną na koncie, Balski- prospekt. Miejscami Adam czuł się chyba zbyt pewnie i przyjmował groźne ciosy ale głowę chłodził narożnik pod przewodnictwem Gusa. Denis nie był efektowny, zaprezentował niewygodny styl. Dla Balskiego nie było to przeszkodą i konsekwentnie rozbijał Rosjanina. Wielu ekspertów zadawało sobie przed walką pytanie- czy szczęka złamana w ostatniej walce Polaka da o sobie znać? Odpowiedź może być tylko jedna: “Jadą świry, jadą!”. Ciosy zadawane przez Gracheva nie robiły wrażenia na Balskim. Jednogłośne zwycięstwo na punkty Adama, dużo materiału do analizy. Kolejne walki z coraz lepszymi zawodnikami powinny dać odpowiedź czy i kiedy zawodnik grupy Tymex będzie mógł wskoczyć na najwyższy poziom.

 

 

Mateusz Masternak- Youri Kalenga.

Era Mastera?

Walka Mateusza i Youriego była zapowiadana jako hit. Na pewno trzeba było poruszyć wiele trybów, żeby do tytułowej zemsty tej nocy doszło na polskiej ziemi. I walka spełniła oczekiwania. El Toro już od pierwszych sekund nacierał na Mateusza. Polak szybko wszedł w tempo i zaczął zachwycać publiczność w Częstochowie całym wachlarzem swoich umiejętności. Czego tu nie było. Firmowe prawe krzyżowe, zejścia z linii ciosu, kapitalne ciosy na wątrobę na odejściu. Od trzeciej rundy Master konsekwentnie rozbijał doły Kalengi czym zabierał mu resztki sił tracone na nieskutecznych akcjach. Byk z Konga wytrzymał jeszcze trzy rundy. Do siódmej nie wyszedł. Cóż dodać. Znakomita forma fizyczna Masternaka, zachowana odporność na ciosy, serce do walki. To czym mnie zaskoczył to wykańczanie przeciwnika, bez czekania, równa praca w każdej odsłonie starcia, która zaprocentowała wspaniałym wynikiem. Doświadczenie i tyle wojen z zawodnikami z czołówki na koncie. Teraz jest dzwonek na złożenie tego wszystkiego w całość i pójście po swoje. Zapowiadana wielokrotnie Era Mastera może w końcu nadejść.

 

 

Tomasz Adamek- Joey Abell.

Minnesota Ice kontra Góral

Na koniec gali petarda. Jak od lat do słów piosenki “Pamiętaj” wychodzi pięściarz z Gilowic. “Nie zapomnij skad tutaj przybylem”- Tomasz Adamek nie zapomina i kolejny raz wychodzi do walki dla rodaków zgromadzonych licznie w częstochowskiej hali. Od wielu tygodni było wiadomo, że Góral jest w doskonałej formie fizycznej, poprawił siłę ciosu i jest szybki. A gdy jest szybki? Wygra z każdym. Obóz z Gusem Currenem, przygotowanie fizyczne pod okiem dr Chyckiego. Niby wszystko jasne ale Joey Abell sprawił już niespodziankę na polskim ringu. Efektowny nokaut na Zimnochu z 2017 roku jako trzecie z serii zwycięstw przed czasem dało gwarancję emocji. W walce wieczoru, tak jak w starciu Mastera z El Toro, bomby zaczęły padać już od początku. Adamek dobrze amortyzował ciosy Amerykanina i raz po raz odpowiadał akcjami. Druga runda i deski Abella ale ten ciągle bił. Często niecelnie ale zawsze z pełną siłą. Góral nic nie robił sobie z zagrożenia, uśmiechnięty zręcznie unikał ciosów przeciwnika i zadawał ciosy to na dół to na górę. Minnesota Ice nie mógł poradzić sobie z ciągłym pressingiem i w szóstej rundzie znowu zaliczył deski. Od tego momentu wszyscy oglądali walkę na stojąco a co niektórzy, jak słusznie zauważono, nawet stojąc na krzesełkach. Nie ma co się dziwić. Takiego Adamka chcieliśmy wszyscy zobaczyć. Dynamicznego, dobrze pracującego na nogach, pokazującego że wiek nie zabrał jego najważniejszego atutu- waleczności. Siódma runda i przerwanie. Kibice zapewnili taką ilość decybeli jaka zagłuszyłaby każdy pasażerski odrzutowiec. Triumf Górala po wielkiej wojnie, tak jak przed laty, dał dowód na to że w tym wieku w wadze ciężkiej można efektownie wygrywać i można to robić na wysokim poziomie sportowym- obecna piętnasta lokata na Boxrecu mówi sama za siebie. Z tym obozem Tomasz ma przed sobą jeszcze niejedną walkę i takie zamknięcie gali było świetnym podziękowaniem dla wszystkich zgromadzonych w hali i przed telewizorami.

 

 

“Las Vegas w Polsce”.

Można było patrzeć scepytcznie na takie wypowiedzi. Przy okazji wielu gal w Polsce i na świecie padały mocne słowa, często bez pokrycia. W końcu boks to też a według niektórych- przede wszystkim- biznes, który trzeba promować. Ale te słowa padły ze strony Przemysława Garczarczyka, który w USA był blisko największych pięściarskich wydarzeń a kolejno: konferencja, ważenie, gala rozwiały wszelkie wątpliwości. Wszystko “top level”. Oprawa świetlna i muzyczna, konferansjerka, wejścia zawodników i materiały ekipy To Jest Boks. Także goście specjalni ze świata sportu. Nie zapomniano o olimpijczykach- Wojciechu Bartnik, Mariuszu Cendrowskim, ekipie z UFC czyli Marcin Tybura, Joanna Jędrzejczyk, Jan Błachowicz, i reprezentacji KSW w osobie Tomasza Narkuna. Cały wysiłek się opłacił i na hali pojawił się komplet widzów. Pięściarze, promotorzy i wreszcie- kibice, dali z siebie wszystko.

Lepszej reklamy polski boks nie mógł dostać- Polsat Boxing Night to święto boksu.

Widzimy się na następnym PBN.

źródło zdjęć: MB Promotion

 

Konrad Kryk

 

Be the first to write a comment.

Your feedback