3 czerwca
2018

Gala Knockout Boxing Night 2 już za nami. Druga gala Andrzeja Wasilewskiego po podpisaniu umowy z TVP wyglądała znacznie lepiej w porównaniu z debiutancką galą w Wałczu. Skoro mówimy o boksie, to w pierwszej kolejności skupię się na wartości bokserskiej najważniejszych pojedynków wczorajszego wieczoru, a później przeanalizuję sprawy organizacyjne.

 

Maksim Hardzeika – Tomasz Gołuch

 

Gdy zobaczyłem zakontraktowanego rywala dla Maksima Hardzeiki pomyślałem, że to dobry przeciwnik jak na ten etap kariery. Wydawało mi się, że Tomasz Gołuch pomimo niekorzystnego bilansu walk będzie w stanie dać naprawdę dobry pojedynek Maksimowi. Myliłem się. Ciężko mówić o tym, że Gołuch przyjął jakiś niewygodny cios, który posłał go na deski, bo tam po prostu kolokwialnie mówiąc wchodziło wszystko. Pięściarz grupy Knockout Promotion przez obie rundy był bardzo aktywny, zadawał dużo ciosów spychając Gołucha wielokrotnie na liny. Tomek miał parę dobrych ciosów, które wyprowadził w kierunku swojego rywala, ale zazwyczaj kończyło się tak, że po swoim jednym dobrym lewym prostym, przyjmował kombinację rywala. Taka sytuacja między innymi miała miejsce pod koniec drugiej rundy, gdy po kilku ciosach Hardzeiki, Gołuch został liczony, a później poddany przez swój narożnik.

 

Pojedynek bez dużej historii, ale jak najbardziej odpowiedni jako czwarta zawodowa walka Maksima Hardzeiki.

 

W drugiej rundzie przez TKO wygrał Maksim Hardzeika.

 

 

Rafał Jackiewicz – Aliaksandr Drzemka

 

Poprzednią walkę Rafała Jackiewicza, z Robertem Świerzbińskim oglądaliśmy równo 8 dni temu. Dokładnie w zeszły weekend. Rafał przegrał tę walkę na punkty, po naprawdę słabym pojedynku z jego strony. Osobiście byłem bardzo zaskoczony tym, w jak słabej dyspozycji był wtedy Polak. Od paru tygodniu głośno jest o tym, że Jackiewicz ma walczyć w lipcu o pas mistrza świata WBF podczas gali, którą sam ma zorganizować we Wrocławiu. Ostatnia przegrana na Narodowym musiała na tyle przeszkodzić temu pomysłowi, że Jackiewicz zjawił się po tygodniu ponownie w ringu, aby móc dopisać do rekordu kolejną wygraną, gdyż mało możliwe było by to, żeby dostał walkę o mistrzostwo Świata po przegranej na punkty z Robertem Świerzbińskim…

 

Wczorajsza walka Rafała to był dokładnie taki pojedynek jakiego on oczekiwał. Bezapelacyjna wygrana na punkty z twardym rywalem, zadającym ciosy, posiadającym jeszcze do wczoraj nieujemny rekord. Nie chcę dużo mówić o tej walce, a co więcej krytykować Rafała za jego dyspozycję, bo sami dobrze wiemy, że do obu tych walk podchodził na zbyt dużym luzie i roztrenowaniu, a jedyne co miał wspólne ze starym Rafałem Jackiewiczem to kilogramy wniesione na ring…

 

Mam tylko nadzieję, że jeżeli dojdzie do tej lipcowej walki Rafała o pas WBF, to będzie to Rafał po paru tygodniach ciężkiej pracy, a nie tygodniu biegów i sauny.

 

Jednogłośnie na punkty wygrał Rafał Jackiewicz.

 

 

Przemysław Zyśk – Pavel Semjonov

 

 

Moim skromnym zdaniem to był najcięższy rywal Zyśka od początku jego stosunkowo krótkiej kariery. Patrząc na karty punktowe można by rzec, że walka toczyła się tylko i wyłącznie do jednej bramki. Owszem, była to walka pod dyktando Polaka, to on narzucał swój styl boksowania, zadawał dużo więcej ciosów, spychał rywala na liny, ale faktem jest to, że Estończyk miał parę momentów, w których wyprowadził groźne kontry. Na pewno był to najbardziej doświadczony rywal, z jakim mierzył się Zyśk dotychczas w swojej karierze.

 

Ta walka w mojej ocenie miała naprawdę dobrą wartość sportową, jeśli chodzi o rozwój dla takiego pięściarza jakim jest Przemysław Zyśk.

 

Jednogłośnie na punkty wygrał Przemysław Zysk.

 

 

Łukasz Różański – Michael Sprott

 

O tej walce, myślałem jako o jednej z ciekawszych dla mnie tego wieczoru. Znałem Sprotta i nie spodziewałem się po nim żadnych fajerwerków, co więcej przewidziałem, że ta walka dokładnie tak się potoczy, ale bardzo zależało mi na tym, żeby ujrzeć w ringu prawdziwego Różańskiego. Łukasz nie jest już młody, stosunkowo późno zaczął, a z jego ostatnich pojedynków ciężko cokolwiek wywnioskować. Do walki z Dragonem nawet nie chcę wracać, a starcie z Csomorem, którego ostatnio znokautował nawet kończący karierę Rex, również niewiele pokazało nam o Łukaszu.

 

Pomimo już dość niskiej klasy pięściarskiej Michaela Sprotta, byłem pozytywnie zaskoczony postawą Polaka. Jak na wagę ciężką i jego gabaryty, bardzo aktywny, dość dynamiczny na nogach i naprawdę szybki lewy prosty. Doskonale widać, że w tych wszystkich ciosach brakuje techniki, ale przecież w wadze ciężkiej nawet pewien mistrz nokautuje ciosami, którym do miana technicznego ciosu brakuje bardzo wiele.

 

Szkoda tylko tego, że walka zakończyła się tak szybko, bo oglądanie Różańskiego w takiej dyspozycji przez parę rund na pewno było by czymś bardzo przyjemnym. Czekam na kolejne wyzwania Łukasza, który jak było wczoraj słychać w wywiadzie planuje dalszą współpracę z Andrzejem Wasilewskim.

 

W drugiej rundzie przez TKO wygrał Łukasz Różański.

 

 

Fiodor Czerkaszyn – Ayoub Nefzi

 

Większość kibiców boksu w Polsce polubiło Fiodora po jego ostatniej krótkiej walce z Danielem Urbańskim. Telewizja zadbała o dobry wizerunek i przedstawienie historii tego chłopaka, która naprawdę jest czymś nietypowym. Załatwić sobie przez Facebooka kontrakt promotorski i możliwość trenowania z Fiodorem Łapinem na pewno nie jest czymś codziennym.

 

Wszyscy zastanawiali się, czy starcie z Tunezyjczykiem, nie będzie miało takiego samego scenariusza jak ostatnia walka Fiodora, czyli lewy hak na wątrobę, paręnaście sekund i po walce. Ta walka nie potrwała dużo dłużej. Pierwsza runda zdominowana przez polsko-ukraińskiego pięściarza, nawałnica ciosów na tułów i rywal Czerkaszyna już miał dosyć. Nefzi wyszedł do drugiej rundy, ale nie na długo, gdyż po kolejnej kombinacji i obiciu tułowia Tunezyjczyk podziękował za dalszą walkę.

 

Czy wielka kariera przed Fiodorem? Tego na pewno nie można jeszcze powiedzieć. Czas na prawdziwy sprawdzian i starcie z bokserem, który naprawdę oddaje ciosy.

 

W drugiej rundzie przez TKO wygrał Fiodor Czerkaszyn.

 

 

Paweł Stępień – Ricardo Marcelo Ramallo

 

Osobiście jestem zawiedziony tym pojedynkiem. Wiem do czego jest zdolny Stępień, na co go stać i nie chcę oglądać go w starciach z takimi rywalami jak Ramallo. To nie miało prawa wyglądać inaczej. Jeden mocniejszy cios na dół i w pierwszej rundzie jest już po walce.

 

Myślę, że po takim przebiegu walki, promotor Andrzej Wasilewski postara się o takiego rywala dla Stępnia, który przeboksuje z nim chociaż parę rund…

 

W pierwszej rundzie przez KO wygrał Paweł Stępień.

 

 

Krzysztof Włodarczyk – Olanrewaju Durodola

 

 

Przed walką wymieniłem parę pisemnych zdań z moim znajomym Rafałem na temat tego, jakiego Krzyśka obejrzymy w tym starciu. Rafał stwierdził, że to będzie ten sam Diablo, który wyprowadzi niewiele ciosów, ale najzwyczajniej w świecie to wystarczy, aby wygrać na punkty z Durodolą. Na pewno nie był to Diablo z walki z Gassijewem, gdzie jak się wiele osób śmieje, wyprowadzał trzy ciosy na rundę, ale to też nie był stary dobry Diablo, który zachwycał. Polak boksował technicznie, bardzo dobrze pracował na nogach, nie dał się zepchnąć Nigeryjczykowi, który tylko polował na mocny nokautujący cios. Dobra praca na nogach, pobudzona w stosunku do poprzednich walk lewa ręka, skuteczne, dochodzące celu podbródkowe, jeżeli taki był plan, to rzeczywiście został on wykonany przyzwoicie. Durodola w tej walce pokazał, że nie ma już czego szukać w czołówce wagi junior ciężkiej. Diablo wygrał arcyważny dla niego pojedynek, podskoczył o kilka oczek w rankingach i znów ma apetyt o walkę o mistrzostwo. Nie jestem przekonany co do tego pomysłu, ale z całego serca Krzyśkowi życzę tego, aby w pełni formy wrócił na mistrzowski tron…

 

Jednogłośnie na punkty wygrał Krzysztof “Diablo” Włodarczyk.

 

 

 

 

Jestem pozytywnie zaskoczony zdecydowaną poprawą organizacji imprezy w porównaniu do poprzedniej gali Knockout Boxing Night, która miała miejsce miesiąc temu w Wałczu.

Nie było przyciętych głów, ringgirl wychodzącej do ringu z tabliczką rundy numer pięć po zakończeniu cztero rundowej walki, oraz paru innych mankamentów, które pojawiły się ostatnio. Nie jestem do końca przekonany co do tych późnych walk wieczoru. Głowacki przed pierwszą w nocy to była przesada, ale to było do wybaczenia, gdyż tłumaczone to było Eurowizją transmitowaną w TVP, jednakże Diablo do ringu też wyszedł nieco po północy. Wydaje mi się, że po to Main Event transmitowany jest w otwartym kanale TVP, żeby „niedzielny” kibic rzucił na niego okiem, jednak przeciąganie transmisji, po to, żeby wbić się w bardzo późny, umówiony czas antenowy jedynki to chyba nie jest do końca dobry pomysł.

Studio telewizyjne też wyglądało lepiej, ale czegoś mi tam brakuje. Może to zabrzmi nie do końca poprawnie, ale brakuje mi tam takiego Polsatowego Macieja Miszkinia. Studio bazujące tylko na wypowiedziach bokserów, promotora i prowadzącego nie do końca zachęca. Ja piszę tylko o boksie, pojęcia o telewizji nie mam, ale jestem pewien, że studio: prowadzący plus ekspert/dwóch ekspertów z różnymi gośćmi np: pięściarzami, w odbiorze byłoby zdecydowanie lepsze.

 

Michał Olżyński.

 

Zdj: Knockout Boxing Promotion

 

Be the first to write a comment.

Your feedback