18 czerwca
2018

Przeprowadziłem bardzo ciekawą rozmowę z Mateuszem Rzadkoszem. To człowiek, który mógłby zająć się biznesem, zapewnić sobie bardzo dobrą sytuację finansową, wykorzystać w pełni to, co mają rodzice. Wybrał inną drogę. Gdyby nie Tomasz Adamek najprawdopodobniej nie byłoby boksera Mateusza Rzadkosza. Zapraszam na wywiad.

 

 

Rozumiem, że obecnie przestój, okres wypoczynkowy w rodzinnym Gliczarowie Górnym?

 

Miałem ciężkie okresy przygotowawcze, przez ostatnie dwa miesiące walczyłem dwukrotnie, najpierw Dzierżoniów, później Nadarzyn, zasługuję na chwilę odpoczynku. Ta chwila już powoli dobiega końca, w przyszłym tygodniu wpada do mnie Mariusz Wach, mamy się coś poruszać, na dniach będę rozmawiał z promotorem i dowiem się co nieco odnośnie najbliższej przyszłości. Termin walki po wakacjach byłby jak najbardziej odpowiedni.

 

W Nadarzynie wszystko poszło według planu? Narożnik pracował dość głośno.

 

Ja jestem zadowolony tylko wtedy, gdy trener jest zadowolony, a z tego co wiem to tak było. To co narożnik przekazywał, realizowałem między linami. Mój rywal może i nie był jakimś wirtuozem boksu, ale był bardzo twardy. Ciężko boksuje się z kimś, kto przyjmuje dużo ciosów, a praktycznie przez większość rund nie robi to na nim wrażenia. Wydaję mi się, że to taka charakterystyczna cecha tych pięściarzy pochodzących z Gruzji. Większość z nich potrafi bardzo dużo przyjąć, a uwierz mi, że nie jest to komfortowa sytuacja w ringu, gdy widzisz, że twoje ciosy dochodzą do rywala, a on wciąż stoi na nogach. Pod koniec miałem w głowie to, że jest już naprawdę blisko do tego, aby go wykończyć. Sam odpuścił, myślę, że słusznie po tym co przyjął, zdrowie jest najważniejsze.

 

Masz dwóch trenerów od boksu.

 

Jestem bardzo zadowolony z tej sytuacji. Pomysł na to, pojawił się tuż przed rewanżową walką z Gromadzkim. Trener Piotr Wilczewski wyjechał bodajże do USA i przez ostatnie trzy tygodnie przygotowywałem się pod okiem trenera Tomasza Winiarskiego. Miałem obawy co do tego, jak trener Wilczewski przyjmie mój pomysł, ale zareagował bardzo pozytywnie i nie ma nic przeciwko, abym przygotowania dzielił na dwa obozy, z dwoma szkoleniowcami.

 

Cały czas mówisz o pasie EBU.

 

Jest to mój cel. Z każdą walką przybliżam się do możliwości walki o ten pas. Tak, jasne, chcę zostać mistrzem świata, ale drogę dzielę na jakieś etapy, które się osiąga. Ten jest najbliższy. Zdobędę pas EBU, będę myślał o dalszych osiągnięciach. Rozgraniczam to, na razie mistrz świata to moje marzenie, a zdobycie pasa EBU to cel.

 

Chciałeś walki z Mateuszem Trycem?

 

Była taka propozycja, Mateusz dostał ją jako pierwszy i przyjął, ja również od samego początku byłem na tak. Docelowo mieliśmy walczyć na Torwarze na gali, gdzie występował Andrzej Fonfara, jednakże zadecydowały o tym rzeczy niezależne od nas, czyli od bokserów. Mateusz ma swojego promotora, ja mam swojego promotora, gdzieś na tej linii walka nie została dogadana. To jest boks.

 

Z czego to wynika, że człowiek może mieć sielankę w życiu, wszystko podawane na tacy, dorastać jak chcę, a potem po prostu przejąć rodzinny biznes, a jednak decyduje się na boks?

 

Pewnych rzeczy w życiu nie wybierasz, to one wybierają Ciebie. Jasne, można by siedzieć na miejscu za biurkiem prezesa i cieszyć się życiem bogatym. Ja mówię, że najwidoczniej taką drogę Pan Bóg dla mnie wybrał. Czysto sportowo, zaczęło się to od Tomka Adamka, gdy otwierał swój klub bokserski w Gilowicach. Na otwarciu były setki dzieciaków takich jak ja, niewielu załapało się na krótki trening z Tomkiem. Mi się jednak udało, zrobiłem tarczę z Tomkiem, po czym usłyszałem od niego: – trenuj chłopie, trenuj, to coś z ciebie będzie. Coś w środku zadziałało. Myślę sobie, mistrz świata tak mówi, to coś jest na rzeczy. Byłem w niego zapatrzony jak w obraz. W tamtych czasach wiedziałem o nim wszystko, oglądałem każdą jego walkę wielokrotnie, wszystkie znałem na pamięć.

 

Gdyby nie tarcza z Tomkiem, nie byłoby Mateusza Rzadkosza w ringu?

 

Raczej tak, trenowałem niby boks, ale tylko i wyłącznie rekreacyjnie i do tego czasu tylko po to, żeby umieć obronić się przed kimś na ulicy, albo czuć po prostu to, że mam nad kimś przewagę dzięki temu że trenuje boks. W tamtym momencie nastąpiła kumulacja, ja miałem okazję usłyszeć takie słowa od Tomka, zaś moi rodzice oglądali na żywo wojnę Tomka z Paulem Briggsem, po której został mistrzem świata.

 

Twoi rodzice interesowali się boksem?

 

To nie tak, że pojechali do USA na galę bokserską bo mieli na to ochotę. Mam brata w Stanach, który paręnaście lat temu bardzo interesował się boksem i prowadził portal bokserski. To on zaprosił rodziców na tamtą galę, na dodatek zaprosił ich na Andrzeja Gołotę, a nie na Adamka i takie były plany, żeby tylko tę walkę obejrzeć, bo Gołotę chociaż kojarzyli, a o Adamku nie mieli pojęcia, ale z niewiadomych względów wylądowali na gali szybciej i obejrzeli wojnę Tomka. Dzień wcześniej mój brat przeprowadził pierwszy wywiad z Tomkiem. To nie był przypadek, że dane im było obejrzeć Tomka, Roman miał okazję go poznać podczas wywiadu, a ja z nim trenować.. Ja nie wierzę w przypadki…

 

rozmawiał: Michał Olżyński

 

Be the first to write a comment.

Your feedback