9 września
2018
Kownacki wygrywa wojnę na Brooklynie!

OPUBLIKOWANE PRZEZ Konrad Kryk KATEGORIA: Bez kategorii | None KOMENTARZE

Walka pomiędzy Adamem Kownackim (18-0, 14 KO) i Charlesem Martinem (25-2-1, 23 KO), która odbyła się w nowojorskim Barclays Center, zakończyła się chyba najmniej spodziewanym scenariuszem – poszła na dystans. Na przestrzeni 10 rund lepszym zawodnikiem okazał się ,,Baby face”, który wygrał jednogłośną decyzją sędziowską. Wszyscy arbitrzy punktowali pojedynek 96-94.

Noc z soboty na niedzielę okazała się czasem zaskoczeń nie tylko ze względu na rezultat. Kownacki poprawił wiele elementów w swoim boksie. Zarówno w obronie jak i ataku Adam zyskał na finezji. Więcej było ruchów głową przy zrywaniu dystansu, dzięki czemu uniemożliwiał Martinowi rozpoczynanie akcji ciosami prostymi. Nogi zawodnika z Łomży nie zostawały tak bardzo w tyle i nie wpadał on na rywala, jak to miało miejsce w wielu poprzednich pojedynkach. Ciosy kontrujące Amerykanina, przede wszystkim sierpowe, były zgarniane w większości na usztywnioną gardę. Kownacki miał lepszy, niż zwykle przegląd ringowej sytuacji: sam wybierał momenty do rozpoczynania serii, jego ciągły pressing zyskał strukturę, był mniej chaotyczny, niż choćby w walce ze Szpilką czy Kiladze. Polak bardzo dużo pracował nad rozbijaniem dołów przeciwnika, nie tylko hakami. Kapitalne były wejścia w półdystans z ciosem na splot, zakończone sierpem na górę. Dodajmy do tego mocne uderzenia na wątrobę i w brzuch i zastanawiać się można jak wytrzymałe ,,bebechy” ma były mistrz świata IBF. Wiele z ciosów bitych w seriach wchodziło celnie, widzieliśmy znacznie mniej obcierek, niż w wielu poprzednich walkach zawodnika z Łomży. Od 8. odsłony pojedynku widać było problemy kondycyjne Adama, które zmniejszyły intensywność natarcia, ale Polak wciąż potrafił zaznaczać końcówki rund.

Martin również zaskoczył. O ile przy w pierwszej połowie walki był w ciągłym odwrocie i oddawał rundy, przyjmując liczne bomby, to w 6. odsłonie starcia złapał wiatr w żagle. Coraz częściej trafiał mocnymi podbródkowymi i długim lewym prostym. Skutecznie atakował i widać było, że wyczuł tempo pojedynku. Brak dystansowania przednią ręką i kiepska praca nóg były czymś czego się spodziewałem – to największe mankamenty w boksie Martina i Adam świetnie je wykorzystywał – jednak w drugiej połowie walki zostały one zrównoważone niesamowitą wytrzymałością i wolą do walki ,,Prince’a Charlesa”. Gdy wydawało się, że Amerykanin w końcu zaczyna opadać z sił, właśnie wtedy zaczął coraz częściej łapać Kownackiego potężnymi uderzeniami. Kilka razy zagroził Polakowi, ale nie udało mu się doprowadzić Adama na skraj nokautu.

Prawdziwym horrorem była runda 10, którą obaj zawodnicy podzielili się po połowie. W pierwszej fazie tej odsłony walki dominował, ,,Prince Charles”, który niemiłosiernie obijał Polaka korzystając z całego arsenału uderzeń, potem inicjatywa należała do Kownackiego – wydawało się, że może powalić Martina na deski. Mimo dużego zmęczenia, Adam był w stanie wykrzesać z siebie siły do bicia długich serii. Ostatnie pół minuty to cios za cios. Ringową wojnę przerwał gong.

Zabrakło czasu do nokautu, czy po prostu Charles Martin jest znacznie bardziej wytrzymały, niż przypuszczało wielu ekspertów? Możemy dywagować, ale jedno jest pewne – zobaczyliśmy bokserski klasyk, który był doskonałym testem zarówno dla Kownackiego, jak i ,,Prince’a Charlesa”. Wygrał Polak, jednak zawodnik ze Stanów absolutnie nie ma się czego wstydzić i jeśli będzie w stanie wypracować szybsze wchodzenie w pojedynek, to da jeszcze sporo widowiskowych walk z zapleczem czołówki.

Jakie wyzwania czekają zwycięzcę pojedynku? W top 10 kategorii ciężkiej mamy dziś naprawdę tłok i wiele możliwości do zrobienia ciekawych zestawień. Aż chciałoby się zobaczyć kolejną ringową wojnę Kownackiego, choćby z Breazealem, czy Whytem.

 

 

Źródło zdjęcia: Boxing News

 

SPONSOR PORTALU

 

Be the first to write a comment.

Your feedback