27 lutego
2019

 

Bolesna lekcja pokory dla Amerykanina

Zapowiadał, że szybko skończy ukraińskiego mistrza wagi ciężkiej. Na konferencjach prasowych i ważeniu przed walką przeszedł samego siebie. Szczerzył zęby, robił groźne miny i prężył swoje potężne mięśnie. Shannon “The Cannon” Briggs, bo o nim mowa był niezwykle pewny siebie tuż przed walką z “Doktorem Żelazną Pięścią”. Tymczasem Witalij Kliczko nie reagował na jego zaczepki, śmiał się w momentach, w których był zaczepiany przez Briggsa, a w wolnych chwilach kulturalnie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Kiedy jednak doszło do walki role się odwróciły. Ukrainiec z człowieka eleganckiego i dystyngowanego zamienił się w brutala. Robił wszystko, żeby znokautować Shannona, ale ten jakimś cudem przetrwał 12. rund. Dziś płaci frycowe za tamtą walkę, a Witalij Kliczko jest merem Kijowa.

Witalij Kliczko to jeden z największych twardzieli w historii królewskiej kategorii wagowej. Miał szczękę z tytanu, bił piekielnie mocno i przede wszystkim miał niekonwencjonalny styl walki. Często opuszczał gardę i bazował przede wszystkim na refleksie. W kwietniu 2004 roku pokonał przez TKO w Staples Center w Los Angeles świętej pamięci Corriego Sandersa  i zdobył tytuł mistrza świata WBC. Później po pokonaniu Danny’ego Williamsa w grudniu tego samego roku zakończył karierę. Mimo problemów zdrowotnych (głównie z kręgosłupem) na sportowej emeryturze nie wytrzymał zbyt długo i na ring wrócił 11 października 2008 roku. Jego przeciwnikiem był “Nigeryjski koszmar” Samuel Peter. Ukrainiec pokazał, że przez 4 lata nie zardzewiał i obił Petera tak mocno, że ten po 8. rundzie nie chciał już kontynuować walki. Powrót Witalija był spektakularny. Tym samym starszy z braci Kliczko zaprzeczył tezie “oni nigdy nie wracają”. Następnie Witalij pokonał Juana Carlosa Gomeza, połamał żebra Chrisowi Arreoli, wygrał z Kevinem Johnsonem i zafundował ciężkie KO Albertowi Sosnowskiemu w Veltins Arena w Gelsenkirchen. Ukraiński mistrz demolował kolejnych rywali i chciał walki z kimś groźnym. Prasa wymieniała takie nazwiska jak m. innymi David Haye, Nikołaj Wałujew czy Aleksandr Powietkin, ale ostatecznie żaden z nich nie zdecydował się na walkę z “Doktorem Żelazną Pięścią”.

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja Shannona Briggsa. Pięściarz z Brooklynu w listopadzie 2006 roku znokautował w ostatniej rundzie Siergieja Liachowicza i został mistrzem świata WBO w wadze ciężkiej. Niestety już w pierwszej obronie mistrzowskiego pasa musiał uznać wyższość Sułtana Ibragimova. Po porażce z Rosjaninem Briggs myślał o zakończeniu kariery. Mocno przytył, a jego dietę mógłby opisać Eddie Murphy w jednym ze swoich skeczów. Zawieszony w próżni Shannon Briggs wyglądał jakby miał grupę krwi Snickers parafrazując słowa Buddy’ego Lova z filmu “Gruby i chudszy”. Amerykanin tak wspomina tamten czas: “Wtedy moja dieta składała się z ciasteczek, pączków i smażonego kurczaka. Byłem gruby, ale kiedy dotknąłem swojego brzucha powiedziałem stop. Wracam do boksu”. Rzeczywiście Shannon wziął sie za siebie i po powrocie odprawił z kwitkiem Rafaela Pedro, Dominique Alexandra i Roba Callowaya (walka z Marcusem McGee została uznana za “No Contest”). Kiedy pojawiła się szansa walki z Witalijem, Briggs nie mógł odmówić. Były mistrz świata powiedział, że to właśnie Ukrainiec zmotywował go do powrotu. Po przypadkowym spotkaniu z posiadaczem pasa WBC w jednej z restauracji w Los Angeles, “The Cannon” zapragnął jeszcze raz zostać czempionem.

Negocjatorzy ze “stajni” obu pięściarzy szybko ustalili termin walki – 16.10.2010, O2 World Arena w Hamburgu. Na jednej z konferencji prasowych przed walką Witalij Kliczko powiedział: “Briggs jest doświadczony, stoczył więcej walk niż ja i jest jednym z najmocniej bijących pięściarzy w kategorii ciężkiej”. Kurtuazja i klasa. Taki właśnie był Witalij Kliczko na konferencjach. Tego samego nie można powiedzieć o Amerykaninie. Shannon Briggs zachowywał się jak zwierzę. Pięściarz z dredami wyglądał jakby miał IQ klamki do drzwi. Prężył się niczym kulturysta, warczał jak pies i groził Kliczce, że znokautuje go w pierwszej fazie pojedynku. Rozbawiony Ukrainiec zachował spokój i zostawił to co ma najlepsze na samą walkę.

To co stało się 16 października 2010 roku w O2 World Arena w Hamburgu można nazwać walką do jednaj bramki. Przewaga Witalija nie podlegała dyskusji. Ukrainiec wziął sobie mocno do serca wszystkie obelgi ze strony Amerykanina i odpłacił mu pięknym za nadobne w ringu. Starszy z braci Kliczko zlał Briggsa na kwaśne jabłko i ośmieszył go przed całym bokserskim światem. Od 6. rundy Shannon bronił się już tylko twarzą i zbierał potężne bomby. W 7. i 8. rundzie był na skraju nokautu, ale jakimś cudem wytrwał i pokazał nadludzką odporność na ciosy. Ostatecznie Witalij musiał zadowolić się wygraną na punkty (sędziowie punktowali 120-7, 120-105 i 120-107 na korzyść Kliczki). To była absolutna deklasacja! Chociaż Witalij był niezadowolony z tego, że nie udało mu się znokautować Amerykanina.

Shannon Briggs udowodnił w tej walce, że ma ogromne serce do boksu i kamienną szczękę, ale na pewno przepłacił ją zdrowiem. Tuż po konfrontacji z Ukraińcem trafił do Uniwersyteckiego Szpitala Eppendorf w Hamburgu ze złamaną lewą kością jarzmową, złamanym nosem i nadwyrężonym lewym bicepsem. Na szczęście tomografia komputerowa nie wykazała krwotoku mózgowego, ale Amerykanin był tak mocno obity, że musiał zostać na intensywnej terapii dłużej niż tydzień.

Niewątpliwie sędzia Ian John Lewis i trener Shannona popełnili błąd. Walkę trzeba było przerwać po 7-8 rundzie, bo właśnie wtedy rozpoczęła się egzekucja. Świętej pamięci trener Witalija, Fritz Sdunek krytykował po tamtym pojedynku zarówno sędziego jak i trenera Briggsa. Trzeba sobie powiedzieć szczerze, że słusznie, bo Briggs po tym co spotkało go w Hamburgu już nigdy normalny nie był. Później postanowił prześladować Władimira Kliczkę i cały bokserki świat zapamiętał go jako stalkera, który gonił “Doktora Stalowego Młota” krzycząc “Let’s go champ, let’s go champ!”.

To jednak nie koniec. Jakiś czas temu Briggs powiedział, że: “Wiecie co, walczyłem z Witalijem tylko jedną ręką i wytrzymałem z nim 12. rund. W 1. rundzie nabawiłem się kontuzji ręki i musiałem dać z siebie 200%, żeby wytrzymać pełen dystans. Dziś jestem w lepszej formie niż wtedy i wiem, że bym go znokautował”. Święty Szarbel Makhlouf powiedział kiedyś, że: “Mów tylko wtedy, gdy twoje słowa są głębsze i mądrzejsze niż twoje milczenie” i niech to będzie najlepszy komentarz do słów Shannona Briggsa o walce z Witalijem Kliczko.

Witalij Kliczko ostatnią walkę w ringu stoczył we wrześniu 2012 roku. Pokonał wówczas Manuela Charra i zawiesił rękawice na kołku. Podczas swojej długiej i pięknej kariery stoczył 47 walk, z których 45 wygrał, w tym 41 przez KO (87%). Słynny “Doktor Żelazna Pięść” przeszedł do historii zawodowego boksu jako wybitny pięściarz. Sympatycy szermierki na pięści zapamiętali go przede wszystkim z potężnego ciosu, niezwykle twardej szczęki i epickiej batalii z Lennoxem Lewisem. Tymczasem Shannon Briggs nadal wierzy, że w rewanżu pokonałby Ukraińca. W 2014 roku nazwał siebie drugim Georgem Foremanem. Chciał zszokować świat jednym uderzeniem jak “Big George”, ale to mu się nie udało. Po porażce z Witalijem walczył z takimi “tuzami” boksu jak Francisco Mireles, Richard Carmack czy Emilio Ezequiel Zarate. Prawda boli, bo Shannon Briggs był mistrzem świata w czasach, w których litr paliwa w USA kosztował $2.18, a George W. Bush miał jeszcze dwa lata kadencji na stanowisku prezydenta Stanów Zjednoczonych. Mimo lekcji pokory od Witalija, “Let’s go champ!” Briggs się nie zmienił, a szkoda.

 

 

Autor: Marcin Mendelski – Nieobiektywny Kibic 

https://www.facebook.com/Nieobiektywny-kibic-172539973147970/

 

 

SPONSOR PORTALU

 

 

 

Be the first to write a comment.

Your feedback