11 marca
2019

Patryk Szymański już 6 kwietnia spotka się w ringu z niezwykle doświadczonym Robertem Talarkiem. Wielu kibiców uważa, że to będzie druga z rzędu porażka młodego chłopaka z Konina. Czy Patryk ma zamiar utrzeć nosa wszystkim niedowiarkom? Jak współpracuje mu się z nowym trenerem – Gusem Currenem, oraz czego zabrakło w ostatniej porażce z El Massoudim? Tego dowiecie się z wywiadu z Patrykiem przeprowadzonego w obecnym, nowym miejscu treningowym w Szklarskiej Porębie.

 

 

Znajdujemy się w Blue Mountain Resort w Szklarskiej Porębie, jesteś w trakcie przygotowań do walki z Robertem Talarkiem podczas gali MB Boxing Night „Ostatni Taniec” 6 kwietnia w Katowicach. Jak się tutaj czujesz?

 

Czuje się bardzo dobrze, to chyba najlepsze miejsce na obóz, w jakim miałem możliwość trenować. Zbliżone warunki przygotowań miałem na początku swojej kariery, jak podpisałem kontrakt z grupą Global Boxing, ale po zmianie lokalizacji z New Jersey na Florydę standard rzeczywiście trochę się obniżył. Nie mam co narzekać na swoje poprzednie lata kariery, gdyż raczej zawsze miejsce przygotowań spełniało moje oczekiwania, choć muszę przyznać, że tu w Szklarskiej czuję się najlepiej.

 

Trenujesz z Gusem Currenem, obecnym trenerem m.in. Łukasza Wierzbickiego, Ewy Brodnickiej, czy byłym trenerem Tomasza Adamka. Dlaczego wybór padł akurat na Amerykanina?

 

Po tym jak 24 grudnia wygasł mi kontrakt z promotorami – Andrzejem Wasilewskim i Leonem Margulesem spotkałem się z Mateuszem Borkiem, oraz moim managerem Marcinem Kurzawą, porozmawialiśmy na temat dalszej mojej kariery i doszliśmy do wniosku, że spróbuję współpracy z Gusem. Umówiliśmy się, że dam sobie jakiś okres próbny, aby sprawdzić czy współpraca akurat z tym trenerem będzie mi odpowiadać i wtedy dogadamy się na walkę. Od początku mowa była o jakimś większym pojedynku, nie chcieliśmy robić mi walki z kimś bez nazwiska, bo to by po prostu było bez sensu. Potknięcie, bo tak trzeba nazwać mój poprzedni pojedynek nie oznacza tego, że muszę w następnej walce schodzić poniżej pewnego poziomu. Wymieniliśmy się poglądami, padł wybór na Talarka i jestem bardzo zadowolony z tej decyzji. Dobry, rozpoznawalny w Polsce pięściarz, z którym wygrana pozwoli mi utrzeć nosa niedowiarkom i ludziom, którzy twierdzą, że z Szymańskiego już nic nie będzie.

 

Rzeczywiście komentarzy na temat twojej dyspozycji jest dużo, czyli zdajesz sobie sprawę z tego, że przed tym starciem nie jesteś faworytem dla wielu kibiców?

 

Wiem co mówią niektórzy, ale nie przejmuje się tymi słowami. Padają głosy, że to będzie moja kolejna weryfikacja, a nawet mój koniec. Jestem zupełnie innego zdania, trenuję tutaj w Szklarskiej Porębie, chcę odbudować swoją karierę następnym starciem i pokazać, że Patryk Szymański to bardzo dobry pięściarz. Kiedyś obrałem sobie za cel mistrzostwo świata i tak łatwo nie odpuszczę, wręcz zrobię wszystko by zostać mistrzem.

 

Zupełna zmiana otoczenia, podczas treningów z Andrzejem Gmitrukiem otwarte dla wszystkich Warszawskie Centrum Atletyki, zaś teraz niedostępna dla kibiców sala w hotelu w górach. Które otoczenie tobie bardziej odpowiada?

 

Zdecydowanie wole obecne miejsce treningowe. Właśnie ze względu na ciszę i warunki, w miejscu w którym nikt z zewnątrz Ci nie przeszkadza. Myślę, że wybór Warszawy to był duży błąd, gdyż byłem zbyt blisko miejsca zamieszkania. W pewnym momencie stwierdziłem, że mogę żyć pomiędzy Warszawą, a Koninem i przez częste podróże wypadałem z koncentracji. Tutaj niby jestem w Polsce, ale czuję się jakbym był na drugim końcu Europy i nawet nie myślę o tym, żeby co weekend kursować do rodzinnego Konina. WCA to świetnie wyposażone miejsce treningowe, ale ja jednak wolę zamknięty obóz.

 

Wydaje się, że w szczególności te otwarte sparingi nie wpływają dobrze na pięściarzy.

 

Rzeczywiście sparingi były również otwarte dla publiczności, co uważam było niezbyt dobrym pomysłem. W USA byłoby to nie do pomyślenia, pamiętam jak Mariusz Wach sparował u nas w gymie w Global Boxing i tam trener nawet zaklejał okna, żeby czasem nikt z zewnątrz czegoś nie podejrzał.

 

Twoja współpraca z nowym trenerem jest za krótka, abyś mógł w pełni świadomie stwierdzić, że to jest to, czego Ci potrzeba, ale jak odbierasz pracę z trenerem Currenem na tę chwilę?

 

Trenujemy bardzo krótko, ale obecnie jestem bardzo zadowolony. Widać, że Gus ma jakiś pomysł na mnie, wprowadzamy nowe kombinacje, które mają wchodzić na Talarka, obaj jesteśmy mocno zmotywowani, aby 6 kwietnia pokazać owoce naszej współpracy. Dobrze pracuje mi się z Gusem, gdyż jestem przyzwyczajony do amerykańskiej szkoły boksu, tamtejszego luzu, czy typowych komend wypowiadanych przez szkoleniowca.

 

Jesteś bardzo młodym pięściarzem, a przez twoją karierę przetoczyło się już naprawdę wielu trenerów.

 

Miałem okazję trenować pod okiem wielu wielkich szkoleniowców, ale nie zapominajmy o tym, że nie każdy był moim stałym trenerem. Media często podkręcały temat tego z kim mam okazję trenować. Pamiętam jak pojechałem na obóz do Giennadija Gołowkina, młody chłopak dostał okazję podpatrzeć wielkiego pięściarza i jego trenera, otrzymać trochę wskazówek, a w mediach już potrafiłem przeczytać, że młody Szymański trenuje z Abelem Sanchezem, czyli m.in. trenerem Gołowkina. Oczywiście było to nieprawdą, ale często słyszę, że ludzie zapisują mi do bokserskiego CV treningi z Sanchezem, a prawda jest taka, że Sanchez ze mną ani razu nawet tarczy nie zrobił. Najlepiej w swojej karierze wspominam treningi z Juanem De Leonem i Piotrkiem Wilczewskim. Bardzo dużo się również nauczyłem podczas pobytów w Las Vegas i Londynie trenując z Ismaelem Salasem.

 

A trzyletnia współpraca z Chico Rivasem?

 

Nie wspominam jej najlepiej. Myślę, że zbyt dużo nie wyciągnąłem z tej współpracy, to nie był trener typowo skrojony pode mnie.

 

Czego zabrakło w walce z El Massoudim?

 

Myślę, że w dużym stopniu przygotowania fizycznego. Na pewno zderzenie głowami wpłynęło na wypadnięcie z rytmu i dekoncentrację, ale głównie zabrakło dobrego przygotowania fizycznego. Wydawało mi się, że trenuję na sto procent, ale po tym jak ostatnio spędziłem ponad cztery tygodnie z Jakubem Chyckim stwierdziłem, że do tej pory zaniedbywałem tę część przygotowań, która jest równie ważna jak treningi bokserskie. Dodatkowo, zawiodła mnie też psychika. W tej walce zostało urażone moje ego, czułem się dużo lepszy od rywala, lekceważyłem go i cały czas podczas walki towarzyszyły mi myśli, jak to możliwe, że nie mogę sobie tak łatwo poradzić z rywalem. Uważam, że tak musiało się wydarzyć, gdyby ta porażka przyszła w wieku 32 lat to pewnie byłby mój koniec kariery pięściarza, jestem jednak jeszcze młody i widzę szansę dla siebie w świecie bokserskim.  Widocznie potrzebowałem tej przegranej, aby się otrząsnąć, mam przed sobą teraz walkę z dobrym rywalem, ciąży na mnie duża presja, Talarek może, a ja muszę i to nas w tym starciu odróżnia.

 

Znamy twoje najbliższe plany, czyli występ na gali MB Promotion w kwietniu. Podpisałeś kontrakt promotorski z Mateuszem Borkiem, czy jesteście obecnie dogadani tylko na najbliższy pojedynek?

 

Nie rozmawiamy na razie o tym co dalej, jesteśmy umówieni chwilowo tylko na ten pojedynek z Talarkiem. To też jest duża próba dla mnie, wracam po potknięciu i muszę udowodnić wszystkim dookoła, że jeszcze warto mi dawać szansę. Po wygranej z Talarkiem na gali w Katowicach, na pewno usiądę z moim managerem i zastanowimy się nad tym co dalej.

 

Rozmawiał: Michał Olżyński

 

 

 

 

SPONSOR PORTALU

 

 

 

Be the first to write a comment.

Your feedback