27 marca
2019

 

Pożegnanie z klasą

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Ta zasada dotyczy wszystkich zawodowych sportowców, a zwłaszcza pięściarzy. Problem w tym, że niewielu z nich potrafi racjonalnie myśleć. Kariera nie trwa wiecznie, a ciężkie walki przeważnie mają konsekwencje zdrowotne w przyszłości. Roy Jones Jr., Michael Grant, Francois Botha czy Hashim Rahman, każdy z nich kończył karierę zbyt późno. W kolejnych walkach zaczęli rozmieniać się na drobne, dlatego właśnie podziwiam to co zrobił wczoraj Lamont Peterson. Po porażce z Sergiejem Lipniecem przez TKO w 10 rundzie, Amerykanin zapowiedział zakończenie kariery: “To była długa droga, ale w końcu nadszedł ten dzień. Dziękuję wszystkim za wsparcie, lecz jestem pewien, iż to odpowiedni moment na zakończenie kariery. Nie mógłbym tego zrobić przy lepszej okazji, niż przy walce wieczoru w moich stronach. Widzieliście mnie dziś w ringu po raz ostatni”.

Nasz dzisiejszy bohater często powtarzał, że w boksie najważniejszy jest szacunek. Brzmi to trochę górnolotnie biorąc pod uwagę wpadkę dopingową Petersona z 2012 roku. Wówczas amerykański pięściarz miał stoczyć rewanżową walkę z Amirem Khanem, ale przed ich drugą walką wykryto w organizmie Petersona niedozwolone środki. W konsekwencji walka została odwołana, a licencja Lamonta w stanie Nevada zawieszona. Nie on pierwszy i nie ostatni. Znakomita większość sportowców wspomaga się “cudownymi” środkami. Sztuka polega na tym, żeby nie dać się złapać. Wróćmy jednak do samego Petersona. Życie Lamonta nigdy nie rozpieszczało. Ojciec w więzieniu, matka ciężko chora, w konsekwencji on i jego brat znaleźli się na bruku. Bezdomność dotknęła go w wieku 10 lat. Tak zaczął się jego koszmar. Noce spędzał w towarzystwie meneli i ćpunów. Każda doba była dla niego walką o przetrwanie. Na szczęście pewnego dnia jego żywot zmienił się o 180 stopni. W 1994 roku Lamont i jego brat Anthony zostali zaproszeni na salę treningową przez Barry’ego Huntera. Ekspert od szermierki na pięści zajął się braćmi i po latach wyszkolił ich na dobrych bokserów. Jego relacja z Lamontem jest szczególna do dnia dzisiejszego i jak sam często powtarza: “To nigdy nie był tylko boks. Chciałem mu pomóc przede wszystkim w życiu i dać mu to czego nie dostał w dzieciństwie”.

Coach Hunter zafundował braciom spartańskie warunki. Był dla nich niczym Hubert Wagner dla swoich siatkarzy – katem! Efektem katorżniczych treningów pod okiem Barry’ego Huntera były sukcesy obu pięściarzy. Lamont Peterson wygrał turniej o “Złote Rękawice” w 2001 roku, a później został mistrzem Stanów Zjednoczonych pokonując takich pięściarzy jak m. innymi Rock Allen czy Mike Alvarado.

Konsekwentnie dążący do celu Lamont Peterson zadebiutował na zawodowych ringach 25 września 2004 roku na gali, w której walczyli Roy Jones Jr. z Glennem Johnsonem (walka wieczoru). Jego pierwsza profesjonalna walka trwała… 22 sekundy. Nicholas Dean był typowym kelnerem, ale wynik poszedł w świat. W 2005 roku Amerykanin stoczył 11 walk, wszystkie wygrał, w tym 5 przed czasem. Po dwóch latach kariery miał na swoim koncie 15 pojedynków, z czego 7 zakończył przez KO/TKO.

W dniu 28 kwietnia 2006 roku Peterson skrzyżował rękawice z Mario Ramosem i był to jego najpoważniejszy test w dotychczasowej karierze. Mario Jose Ramos miesiąc wcześniej przegrał na punkty z niezłym Demetriusem Hopkinsem. Walka w 4 Bears Casino & Lodge w New Town była zacięta, ale lepiej tamtego wieczoru boksował Lamont i to jemu sędziowie przyznali zwycięstwo. Po walce z Ramosem przyszły większe walki z m. innymi Johnem Brownem, Frankie Santosem i Willym Blainem. Po pokonaniu tego ostatniego Lamont Peterson stał się pretendentem do walki o pas mistrzowski WBO w kategorii lekkopółśredniej z Timothym Bradley’em Jr. Popularny “Desert Storm” okazał się w tej walce lepszy. Już w 3. rundzie posłał na deski Petersona straszliwym prawym prostym. Pięściarz o pseudonimie “Havoc” podniósł się, a jego ripostą był celny lewy sierpowy na szczękę Bradleya. Niezwykle ambitny Lamont polował na nokaut w ostatniej rundzie, lecz Bradley Jr. nie dał się trafić i wygrał zasłużenie 120-107, 119-108 i 118-110. W ten sposób Lamont Peterson doznał pierwszej porażki na zawodowych ringach.

Przegrana w starciu z bardziej doświadczonym rywalem go nie załamała, wręcz przeciwnie. Peterson błyskawicznie wrócił na salę treningową i 2010 roku wygrał przez TKO z Damianem Fullerem. Wreszcie 11 grudnia 2010 roku Peterson zmierzył się z Victorem Ortizem w Mandalay Bay Resort & Casino w Las Vegas. W 3. rundzie Peterson dwukrotnie leżał na deskach. Wydawało się, że jest na skraju nokautu, ale przetrwał nawałnicę w wykonaniu “Vicious’a”, a w kolejnych rundach systematycznie punktował swojego rodaka. Ostatecznie walka zakończyła się remisem. Victor Ortiz nie mógł pogodzić się z punktacją sędziów, podobnie jak Dan Rafael, na którego karcie widniał wynik 97-91 na korzyść Ortiza.

Nawiasem mówiąc to nie był jedyny kontrowersyjny wynik walki z udziałem Lamonta Petersona. Jeszcze większym skandalem zakończyła się konfrontacja “Havoc’a” z Amirem Khanem 10 grudnia 2011 roku w Convention Center w Waszyngtonie. Na szali były pasy IBF i WBO. W trakcie walki sędzia Jose Cooper odjął Khanowi dwa punkty w rundach 7. i 12. za odpychanie Petersona. Oprócz tego arbiter nie uznał jednego knock-downu. Po 12. rundach sędziowie przyznali zwycięstwo Petersonowi (113:112, 113:112 i 110:115). Amir Khan był w szoku, Dan Rafael punktował 114:111 na korzyść Amira, a Harold Lederman miał na swojej karcie 113:112 dla Khana.

Rewanż zaplanowano na 19 maja 2012 roku, ale do niego nie doszło z powodu wpadki dopingowej Petersona. Ciężkie dzieciństwo, bezdomność, a później pasja do boksu i tytuł mistrzowski, mit pięściarza-bohatera runął w gruzach. Dodatkowo komisja bokserska w stanie Nevada odebrała Petersonowi licencję. Amerykanin do boksu wrócił w lutym 2013 roku i pokonał przez TKO Kendalla Holta.

Wiele wskazywało na to, że kariera Amerykanina wróciła na właściwe tory. Nic z tych rzeczy. Można powiedzieć, że karma wróciła do “Havoca” w najmniej oczekiwanym momencie. Przeciwnikiem Lamonta był Lucas Martin Matthysse. Argentyńczyk miał cegły w rękawicach i nastawił się w tej walce na nokaut. Obrana przez pięściarza z Trelew taktyka okazała się skuteczna. Już w 2. rundzie Matthysse posłał Petersona na deski, a w 3. było już po wszystkim. Słynny “La Maquina” zafundował Petersonowi najdotkliwszą porażkę w karierze.

Po walce z Lucasem Martinem Matthysse, Lamont Peterson nigdy już nie był tym samym pięściarzem. Stracił pewność siebie, a przede wszystkim odporność na ciosy. Można powiedzieć, że spotkało go to co Luciana Bute po porażce przez TKO z Carlem Frochem. Co prawda Peterson odniósł jeszcze cenne zwycięstwa z Felixem Diazem i Davidem Avanesyanem, ale w ubiegłym roku Errol Spence Jr. obijał go w Barclays Center niemiłosiernie, a dzieła zniszczenia dopełnił wczoraj Sergey Lipinets w 10. rundzie.

Zdrowie i życie masz tylko jedno, z takiego założenia wyszedł Lamont Peterson i postanowił zakończyć karierę pięściarza. Trzeba przyznać, że całkiem słusznie. Amerykanin nie chce być w przyszłości warzywem, albo dołączyć do grona kolegów z ringów, dla których próba oszukania przeznaczenia okazała opłakana w skutkach. W zawodowym boksie Lamont Peterson zrobił swoje. Był dwukrotnie mistrzem świata w kategoriach lekkopółśredniej i średniej, a na swoim rozkładzie ma takie nazwiska jak m. innymi Victor Manuel Cayo, Willy Blain, Amir Khan, Felix Diaz czy Dierry Jean. Trzeba przyznać, że całkiem nieźle jak na gościa, który jako chłopiec został wyrzucony z domu. Amerykanin osiągnął sukces, ponieważ ciężko na niego pracował, a przede wszystkim wierzył w siebie i szedł pod prąd. Nieustępliwość doprowadziła go do pasów mistrzowskich, a one zapewniły mu miejsce na kartach historii zawodowego boksu. Co więcej, Peterson nie stracił rozumu i wiedział kiedy powiedzieć stop!

 

Autor: Marcin Mendelski – Nieobiektywny Kibic 

https://www.facebook.com/Nieobiektywny-kibic-172539973147970/

 

SPONSOR PORTALU

 

 

 

Be the first to write a comment.

Your feedback