4 lipca
2019

 

Po ostatnich przegranych Głowackiego i Sulęckiego to obecnie nasza ostatnia nadzieja na mistrzostwo świata w boksie. Przez długi okres swojej kariery był lekceważony, a powodem tego był zbyt duży brzuch. Teraz już nikt nie krytykuje jego wagi, a wszyscy przyglądają się jak krok po kroku pnie się na szczyt wagi ciężkiej. Został równy miesiąc do jego walki z Chrisem Arreolą, bardzo prawdopodobne, że to ostatni pojedynek przed starciem o mistrzostwo świata. Czy zniecierpliwiony czeka na swoją szansę? Jak zapatruje się na walkę z Andy Ruizem Jr? Co powiedział mu jego przyjaciel Jarrell Miller po wpadce dopingowej? Zapraszam na rozmowę z Adamem Kownackim!

 

Michał Olżyński: Rozmawiamy na równy miesiąc przed walką z Chrisem Arreolą. Na jakim etapie są twoje przygotowania?

 

Adam Kownacki: Obecny okres jest dość ciężki, bo mam bardzo twardych sparingpartnerów. Jak wiesz sparingi traktuję poważnie, moi towarzysze na sali również, bo nie są tu tylko po to, aby mi pomóc w treningu, ale również sami przygotowują się do swoich walk. Dzisiaj właśnie mam osiem rund z Joey Dawejko, który szykuje się na walkę z Gassijevem. Czuję się już lekko poobijany, ale jestem zadowolony ze swojej dyspozycji na sparingach. Wszystko idzie tak jak powinno, powoli łapię najwyższą formę, którą zobaczycie 3 sierpnia w ringu.

 

Na twoim Facebooku pojawiło się zdjęcie ze sparingów, na którym pojawił się Jarrell Miller. Amerykanin wrócił do treningów i tak jak zawsze pomaga Ci w przygotowaniach?

 

W zasadzie to sparing z nim wyszedł dość przypadkowo. Planowo miałem sparować z Dawejko i Michaelem Coffie’m. Jarrell przyjechał odwiedzić mamę i wpadł na salę w odwiedziny. Popatrzył na trening i stwierdził, że chciałby się poruszać. Zaproponowałem mu, żeby wskoczył na ostatnie dwie rundy ze mną. Było czuć, że to już nie ta forma co kiedyś.

 

Wiemy, że przyjaźnisz się z Millerem od dawna. Rozmawiałeś z nim na temat tego co się wydarzyło w jego karierze?

 

Oczywiście, że rozmawialiśmy, ale raczej nie z takim skutkiem jakiego bym oczekiwał. Jarrell próbował się jakoś tłumaczyć, chaotycznie wszystko przedstawiał, szybko jednak uciekł do tematu rzekomej kontuzji łokcia, którą wtedy miał. Powiedziałem mu wprost – Jarrell zawaliłeś, musisz ponieść tego konsekwencje, wziąć to wszystko na klatę, ale przede wszystkim siedzieć cicho, a nie się głupio tłumaczyć. Nie wiem czy wziął sobie moje słowa do serca, tego się pewnie dowiem z czasem.

 

Jakim rywalem jest dla ciebie Chris Arreola?

 

Na pewno najlepszy okres ma już za sobą, ale to wciąż duże nazwisko tutaj w USA, dlatego ta walka jest mi potrzebna. Nie wiem w jakiej formie będzie, ale wiem, że lubi spychać do lin, dość mocno bije, ogólnie ciężko się z nim boksuje. Chciałbym pokonać go jak najszybciej oraz w dobrym stylu, tak jak to było chociażby w walce z Washingtonem.

 

W końcu dostałeś szansę na występ w walce wieczoru. Ma to dla ciebie jakieś znaczenie?

 

Pewnie, że ma znaczenie. Main event na gali w USA to już naprawdę dużo. Przy takiej okazji staję się bardziej medialny, w zasadzie nie ma dnia, żeby telewizja mnie nie odwiedziła, ciągle coś nagrywają, a to film o mojej historii, a to jakiś krótki spot promocyjny. Cieszę się bardzo, że będę miał okazję pokazać próbkę możliwości w walce wieczoru i to przed swoją publicznością.

 

Takie materiały promocyjne w dużym stopniu wpływają na twoją popularność. Gdzie jesteś bardziej rozpoznawalny, w USA czy w Polsce?

 

Po ostatnich sukcesach chyba bardziej w Polsce. Podczas wizyty w zasadzie w każdym mieście, w różnych codziennych sytuacjach ktoś mnie zaczepiał i prosił o autograf czy zdjęcie. W Stanach też już trochę ludzi mnie kojarzy, ale chyba nie aż tylu co w Polsce, chociaż ciężko tak jednoznacznie stwierdzić. Nowy Jork to wielkie miasto, a jednak w różnych dzielnicach Amerykanie już mnie kojarzą.

 

Popularność wiąże się z mniejszą prywatnością i częstym brakiem czasu dla bliskich. Jak sobie z tym radzisz?

 

Niestety wielokrotnie muszę komuś czegoś odmówić z powodu braku czasu. Nadszedł taki okres, że często siadam z Łukaszem, który pomaga mi w sprawach medialnych i analizujemy na co znajdę czas, co muszę przełożyć, a co odmówić. Na szczęście brat odciąża mnie w wielu takich kwestiach, ściąga ze mnie wiele obowiązków oraz presji.

 

Czy to, że Andy Ruiz Jr. przejął tytuły od Anthonego Joshuy wpływa jakoś na twoją przyszłość po walce z Arreolą? Z tego co wiemy walka z Wilderem raczej się oddaliła, bo tam są plany na Whyte’a albo na Fury’ego.

 

Wszystko oczywiście zależy od rewanżu, ale jeśli Ruiz ponownie wygra to myślę, że mogę na tym zyskać. Obaj jesteśmy od Al Haymona, środowisko dużo mówi o naszej potencjalnej walce, to mogłoby się udać. Mamy podobne style, lubimy zadawać ciosy, mocno bijemy, nieskromnie mówiąc to byłaby świetna walka. Na razie jednak nie ma co się zastanawiać, bo najprawdopodobniej będzie rewanż, który w mojej opinii wygra Joshua.

 

Zwycięstwo Ruiza mocno cię zaskoczyło?

 

Podczas ogłoszenia walki raczej nie dawałem mu dużych szans, ale jak zobaczyłem Joshuę w ringu przed samym starciem to już zacząłem wątpić w jego dyspozycję. Wiele osób chyba zmartwiło to jak dziwnie wyglądał. W przeciwieństwie do poprzednich walk zero pewności siebie, oczy spoglądające w sufit. Coś mogło być na rzeczy. Początek walki był w porządku, myślałem, że Joshua ustawi sobie w parę rund rywala i po prostu go obskoczy. Ten pierwszy, czysty sierpowy Ruiza wywrócił wszystko do góry nogami. Mądrzejszy Joshua w rewanżu raczej wygra.

 

Przed Arreolą dużo było mowy o tym, że to może będzie już twój ostatni pojedynek przed walką o mistrzostwo. Ty zawsze mówisz, że masz jeszcze czas i spokojnie doczekasz się tej walki, ale wydaje mi się, że w obecnej sytuacji powoli zaczynasz się niecierpliwić.

 

Masz rację, bo przecież ile mogę czekać. Rozumiem parę walk wstecz, kiedy nie miałem jeszcze czołówki wagi ciężkiej na rozkładzie, ale teraz wydaje mi się, że pojedynkami z Martinem, czy Washingtonem pokazałem, że przyszła kolej na mnie. Chciałbym bardzo już tej walki o tytuł. Czuję się najlepszy i naprawdę chcę jak najszybciej to wszystkim udowodnić. Teraz jednak najważniejszy jest 3 sierpnia i walka z Chrisem Arreolą. Liczę na to, że starcie skończy się jak najszybciej, bo nie chcę przysparzać zbyt wiele stresu mojej żonie, która podczas walki będzie już w dziewiątym miesiącu ciąży.

 

Adam Kownacki będzie dobry ojcem?

 

Na pewno! Z radością oczekuje narodzin naszego synka – Kazimierza. To duże wyzwanie w karierze sportowca, żeby pogodzić ten zawód z rolą rodzica. Ja jednak jestem pewien, że dam radę. Znam swoje priorytety, dlatego będę miał czas zarówno dla rodziny jak i na trening. Może w mediach będzie trochę mniej o mnie, ale to taki okres, kiedy trzeba najwięcej poświecić swojej rodzinie. Z każdym dniem przybliżam się do roli ojca, kiedy siadam i rozmawiam z synem. Wydaje mi się, że mnie rozumie, bo jak tylko się odzywam to zaczyna mocniej kopać (śmiech).

 

Myślisz na poważnie o powrocie do Polski z rodziną po zakończeniu kariery? Podobno świetnie czujesz się w ojczyźnie.

 

Bardzo często myślimy i rozmawiamy z żoną na ten temat. Decyzja na pewno zapadnie jak przestanę boksować, bo na razie nie wchodzi to w grę, ale myślę, że jest na to szansa, że wrócę na stałe do Polski. W Polsce czuję się idealnie, zawsze jak przyjeżdżam w odwiedziny to, aż nie chce się wyjeżdżać. Ubolewam trochę nad tym, że teraz szybko się w Polsce nie pojawię, bo pod koniec wakacji jak urodzi nam się dziecko to nie będziemy się nigdzie ruszać. Ojczyzna w moim życiu jest bardzo ważna od zawsze. Może postaram się kiedyś coś zainwestować w Polsce, aby mieć pretekst do częstszych wizyt.

 

Gdy rozmawialiśmy po walce z Kiladze to mówiłeś, że czekasz w końcu na większe wypłaty, które pozwolą Ci ustabilizować się na dobrym poziomie. Ten okres już chyba nadszedł?

 

Teraz już nie mogę narzekać na swoje zarobki. Ostatnie dwie walki pozwoliły mi na zarobienie większej sumki. Nie są to jeszcze takie pieniądze, żebym mógł już odchodzić na emeryturę, ale przynajmniej mogę w końcu zapewnić dobry byt rodzinie i powoli przestawać się martwić o swoją przyszłość.

 

Na dobre zarobki wskazuje na pewno twój najnowszy zakup. Porsche to spełnienie marzeń, czy przypadkowy wybór?

 

Zupełnie przypadkowy. Do tej pory jeździłem BMW i planowałem taki sam zakup, tylko po prostu nowszego modelu. Zadzwonił do mnie kuzyn żony, który pracuje u dealera Porsche i powiedział – Adam wpadnij do mnie, musisz zobaczyć jeden samochód. Pojechaliśmy, obejrzeliśmy i kupiliśmy. Świetne auto, ale chyba zbyt sportowe jak do jazdy na co dzień. No i muszę przyznać, że przyzwyczaiłem się do limuzyny jaką jest BMW, dlatego Porsche jest dla mnie zdecydowanie mniej wygodne. To idealny samochód jako coś dodatkowego, z przeznaczeniem na weekendowe wypady. Jak człowiek jeździ nim normalnie, nawet do sklepu to inaczej je postrzega, ale ogólnie z zakupu jestem zadowolony.

 

Porozmawiajmy jeszcze chwilę o występach innych Polaków. Za niespełna dwa tygodnie do ringu powraca twój były rywal – Artur Szpilka. Wielu skazuje Polaka na porażkę z Chisorą i zapowiada ciężki nokaut na Arturze.

 

Na początku to warto wspomnieć o tym, że wielki szacunek dla Szpilki, że wziął taki pojedynek. Nie jest w dobrym momencie swojej kariery, dał słabą walkę z Wachem, ma nowego trenera. Nie każdy zdecydowałby się w takiej sytuacji na takiego rywala. Chisora to nie jest dobry rywal dla niego. Artur nie lubi pięściarzy, którzy wywołują dużą presję, spychają do lin, zasypują ciosami. Mądrze walcząc może dużo ugrać, ale wystarczy chwila nieuwagi i Dereck na pewno to wykorzysta. Anglik jest zdecydowanym faworytem bo ma styl, który zupełnie nie odpowiada Szpilce, a problem jest taki, że styl robi walkę.

 

Ta teza sprawdziła się również w ostatniej walce Macieja Sulęckiego.

 

Nie można po tym pojedynku powiedzieć, że Maciek jest dużo słabszy od Andrade, że przepaść w umiejętnościach. Różnica stylów i tyle. Wystarczyło to, że Polak wraz z trenerem nie mieli pomysłu na to co prezentuje Andrade w ringu i automatycznie pomimo zbliżonych umiejętności Maciek nie miał szans wygrać. Dziwi mnie tylko to, że nie próbował zadawać więcej ciosów. Widać było, że rywal jest na tyle ruchliwy, że ciężko będzie go trafić, ale zabrakło mi tam uderzeń na tułów, które może z czasem zmusiłyby Andrade do innej taktyki…

 

Dziękuje Adam, że znalazłeś chwilę czasu na wywiad. Powodzenia w walce z Arreolą! 

 

Dzięki Michał za rozmowę, a was kibiców chciałbym zaprosić 3 sierpnia przed telewizory, aby kibicować mi w walce z Arreolą w mojej drodze do pierwszego pasa wagi ciężkiej w historii Polski.

 

SPONSOR PORTALU

 

 

 

Be the first to write a comment.

Your feedback