27 maja
2018
Relacja z Narodowej Gali Boksu

OPUBLIKOWANE PRZEZ Konrad Kryk KATEGORIA: Relacje | None KOMENTARZE

Gala na PGE Narodowym za nami. Sporo kontrowersji, problemy z frekwencją, dużo negatywnych emocji wokół ringowego występu jednego z organizatorów wydarzenia. Najważniejsze w boksie są jednak walki, więc na początek podsumowanie pojedynków.

 

 

 

 

 

Alexa Kubicki – Wiktoria Labus

Galę na Narodowym rozpoczął występ zawodniczek ringów amatorskich.

To dobra inicjatywa. Wałcz, Nadarzyn, Warszawa- w 3 następujących po sobie galach boks olimpijski jest obecny. Oby coraz więcej takich okazji, dla młodych pięściarek to na pewno dodatkowa motywacja do treningów. Walka w przekazie telewizyjnym, z profesjonalnym komentarzem to marzenie niejednego zawodnika.

W pojedynku lepsza była Kanadyjka polskiego pochodzenia. Poruszała się po ringu z większym luzem, lepiej kontrolowała dystans i biła celniejsze ciosy.

Po trzech rundach na punkty wygrywa Alexa Kubicki.

 

 

 

 

Łukasz Jarosz – Michał Wlazło

Byłem bardzo ciekaw postawy Jarosza. 39-letni weteran sportów walki, między innymi kickboxingu i karate, nie walczył na zawodowym ringu już od 8 lat. Mimo, że zawodnik z Podhala prowadzi własny klub i ciągle trenuje to powroty po takiej przerwie zawsze niosą ze sobą ryzyko porażki.

Wlazło od początku znajdował się w defensywie i zbierał lowkicki od Jarosza. Udało mu się ulokować midkick z prawej nogi, ale po chwili zaliczył nokdaun po ciosie kolanem rywala. Jarosz nie podpalał się i dalej pracował głównie niskimi kopnięciami, żeby odebrać mobilność Wlaźle i przygotować sobie możliwość wykonania efektowniejszych akcji w kolejnych odsłonach starcia. Ciosy Łukasza w dużej mierze już w pierwszej rundzie odebrały siły do walki zawodnikowi z Gdyni. Wlazło podejmował jedynie próby klinczu podczas obrony na linach, ale Jarosz znajdował miejsce do zadania uderzeń i dokładał kolejne kolana.

W drugiej rundzie Łukasz zaczął różnicować akcje, pojawiało się coraz więcej ciosów prostych z obu rąk, frontkick, ciosy podbródkowe. W 45. sekundzie 2. rundy kolejny nokdaun Michała. Po wyliczeniu przez sędziego Wlazły próbował odpowiadać na akcje rywala, ale Jarosz był uważny w obronie i zbierał uderzenia na gardę. Na minutę przed końcem 2. odsłony starcia Jarosz trafił mocnym high kickiem z prawej nogi na głowę przeciwnika. Poskutkowało to trzecim nokdaunem, po którym sędzia ringowy przerwał pojedynek.

Świetna postawa Łukasza Jarosza – w ringu na Narodowym nie było widać rdzy.

Łukasz Jarosz wygrywa przez KO w 2. rundzie.

 

 

 

 

Igor Kołacin – Wendell Roche

Kolejna walka kickbokserska na PGE Narodowym.

W pierwszej rundzie Kołacin ostro ruszł do ataku, ciągle podejmował próby przedarcia się do półdystansu i w połowie rundy trafił Holendra overhandem z prawej reki co dało cięzki nokdaun. Wendell był zamroczony, ale doświadczenie pozwoliło mu przetrwać do gongu.

Druga runda to cios za cios, ale pierwszy zaczął opadać z sił zawodnik z Warszawy. Inicjatywę przejął Roche.

W 3. rundzie dominował Holender, a Kołacin nie znajdował odpowiedzi na jego ataki. Pod koniec drugiej minuty tej odsłony starcia doszło u Polaka do rozcięcia po zderzeniu głowami. Kontuzja okazała się na tyle poważna, że pojedynek został przerwany przez lekarza.

Holender pokazał, że mimo 47 lat na liczniku można dobrze radzić sobie w ringu i wygrywać walki.

Wendell Roche wygrywa przez TKO w 3. rundzie.

 

 

 

 

Piotr Hallmann – Damien Lapilus

Obok rozstrzygnięcia walki Izu – Kassi, losy pojedynku Hallmanna i Lapilusa były największym zawodem piątkowego wieczoru.

Była okazja do zaprezentowania MMA na wysokim poziomie na antenie TVP – świetne, mocne wejście obu zawodników w walkę, od początku dobra stójka i kolana. Niestety walki MMA w ringu bokserskim zawsze niosą ze sobą ryzyko wypadku. Ziścił się najgorszy możliwy scenariusz – pierwszy klincz, który w oktagonie byłby wstępem do akcji na siatce, w ringu skończył się wypadnięciem za liny.

Pojedynek został przerwany przez służby medyczne. Lekarz uznał, że kontuzja kolana Damiena jest zbyt poważna i nie zezwolił na kontynuację walki.

Wielka strata, to mogła być petarda jak Talarek-Dąbrowski.

Przez TKO w 1. rundzie wygrywa Piotr Hallmann.

 

 

 

 

Tomas Mozny – Tomasz Sarara

Walka w K-1 o mistrzostwo świata WKN.

Przewagę w walce miał Sarara, bił dużo ciosów na korpus Moznego i ani razu nie był mocno zagrożony. W kolejnych rundach Mozny coraz bardziej schodził do defensywy i dawał zamykać się w przy linach, próbował gasić ataki Tomasza klinczami. Różnica warunków fizycznych była bardzo widoczna: ponad dwa metry wzrostu u Słowaka do 190 cm Polaka, jednak Sarara był w stanie zniwelować przewagę Tomasa i wykorzystywał jego braki w czuciu dystansu.

W 4 rundzie, po zderzeniu głowami, nastąpiło głębokie rozcięcie czoła u Moznego. Walka została przerwana, a Słowak nie protestował – kontuzja wyglądała poważnie.

Polak zdobywa pas WKN i po zwycięskiej walce kickbokserskiej deklaruje chęć stoczenia pojedynków pięściarskich. Dotychczas jedynym występem bokserskim zawodnika z Krakowa było starcie z Łukaszem Zygmuntem z września 2016 roku, które wygrał przez KO.

Tomasz Sarara wygrywa przez TKO w 4. rundzie.

 

 

 

 

Rafał Jackiewicz – Robert Świerzbiński

Niezwykle zacięta walka: cios za cios, dużo podbródkowych ze strony Jackiewicza. W 1. rundzie miałem wrażenie że Rafał się rozkręca. Był szybki – sidestepy, rotacje zupełnie jak na treningach medialnych. Ale te treningi trwały po kilka minut i na tyle właśnie czasu wystarczyło pełnej dyspozycji Jackiewiczowi. Od 2 rundy było widać spadki kondycyjne zawodnika z Mińska Mazowieckiego. Rafał zbijał ciosy rywala, ale kontry szły znacznie wolniej niż przed laty i Świerzbiński mógł ich spokojnie unikać. Robert po prostu boksował swoje i to wystarczyło, głównie prosta praca na lewy-prawy i czasem dokładane sierpowe i zejścia na dół.

Po 4. rundzie “Shy” wiedział, że może wygrać tę walkę. Widać było dodatkową energię jaką złapał – przyspieszył i zwiększył pressing. Ambicja nie mogła jednak pokryć błędów technicznych Świerzbińskiego. “Shy” wchodząc do półdystansu zgarniał każdy mocniejsze uderzenie Rafała. Problemem była zbyt mała aktywność Jackiewicza, ciosów z jego strony było jak na lekarstwo, więc 5 .i 6. runda poszła na konto zawodnika z Białegostoku, dając mu ostatecznie zwycięstwo na punkty.

Tą walką Rafał Jackiewicz stał się rekordzistą polskich ringów – po występie na Narodowym ma 475 stoczonych rund. Myślę, że krytyczne oceny postawy Jackiewicza są przesadzone. To był ten sam Jackiewicz co zawsze, tylko po prostu 2x wolniejszy. Ten sam repertuar ciosów, te same techniki, te same próby zejść ale wszystko jak z zwolnionym tempie. Nie sądzę, żeby Jackiewicz był w stanie w tym wieku pokazać więcej. Krótkie okresy przygotowawcze nie wystarczą, Rafał musiałby znów wrócić do podporządkowania się boksowi, a to uniemożliwia rodzina i biznesy, a także inicjatywa White Collar Boxing. Na konferencji po walce Jackiewicz sam przyznał, że powinien skończyć karierę trzy lata temu, jednak ma już zaplanowane kolejne starcia. Czekamy na pojedynek o pas WBF i 3 walki stoczone na jednej gali… ma fantazję polski “Mistrz Wszechświata”.

Stosunkiem głosów 2 do remisu wygrywa Robert Świerzbiński.

 

 

 

 

Robert Talaerk – Norbert Dąbrowski

Mówiło się, że ta walka może być walką wieczoru. I była – krew na ringu, zwroty akcji, deski Talarka. Robert, który był zdecydowanym faworytem przegrał na punkty. Pokazał wielkie serce, dotrwał do końca pojedynku, ale w piątkowy wieczór stracił dużo zdrowia w ringu.

Pierwsze 3 rundy zdecydowanie na konto Roberta. Spodziewałem się, że ziści się przepowiadany scenariusz dominacji zawodnika ze Śląska, ale pod koniec 3. odsłony pękł lewy łuk brwiowy Talarka i zadecydowało to o dalszym przebiegu walki. Już pierwszy mocny cios Norasa w 26. sekundzie 4. rundy- lewy sierpowy, spowodował ugięcie nóg u Roberta. Od tego momentu losy pojedynku się odmieniły. Panika w zespole zawodnika Silesia Boxing i próby ucieczki spod gradu ciosów u pięściarza ze Śląska. Talarek wykorzystał doświadczenie ringowe, zaczął odpowiadać na ataki Dąbrowskiego i po każdym zadanym ciosie wchodził w klincz. Na minutę przed końcem rundy Talarek odżył i zaczął gonić po ringu zmęczonego atakami Norasa. Końcówka tej odsłony starcia to cios za cios i nogi uginające się raz pod jednym raz pod drugim zawodnikiem. Wojna!

W połowie 5. rundy potężny lewy sierpowy rzucił Roberta na deski. Talarek w trybie przetrwania nie mógł zagrozić nacierającemu Norasowi. Na nieco ponad pół minuty przed końcem rundy drugi nokdaun na zawodniku Silesii.

Kolejne odsłony starcia to dominacja Dąbrowskiego, jednak nie był on już w stanie rzucić rywala na deski. Za mało szukał otwarcia, za dużo było polowania na kolejny lewy sierpowy. Talarek pokazał charakter, szybko schodził pod ciosami sierpowymi przeciwnika, ale jego prawa ręka była ciągle opuszczona i często ustawiał się w bocznej pozycji z nogami w jednej linii – Norbert nie wykorzystał okazji na dopisanie KO do swojego rekordu.

Po 8 rundach jednogłośnie na punkty wygrywa Norbert Dąbrowski.

 

 

 

 

Marcin Najman – Rihards Bigis

Dużo negatywnych emocji, gwizdy widowni, kontrowersyjne poddanie. Nie tak wyobrażał sobie występ na Stadionie Narodowym Najman. Kontuzja Marcina, w którą wielu wątpi i która według jego słów następiła już w 2. rundzie nie zmienia faktu, że już od 1. rundy przewagę miał Łotysz.

Rihards walczył lepiej niż się spodziewałem, nie był to typowy bum, który nie potrafi nawet zadać ciosu prostego. Trening medialny na którym Bigis pokazywał totalny brak koordynacji wcale na to nie wskazywał. Na tle Najmana Rihards prezentował się poprawnie, a walka miała jednostronny przebieg. Zarówno w defensywie jak i ofensywie Bigis radził sobie lepiej od El Testosterona, a w 3. i 4. rundzie trafiał coraz więcej mocnych ciosów. Po 4. starciu zawodnik z Częstochowy stwierdził, że wystarczy, zgłosił sędziemu uraz i spokojnie wrócił do swojego narożnika.

Sensacyjne zwycięstwo Łotysza i wielkie niezadowolenie widowni z postawy Najmana.

Przez TKO w 4. rundzie wygrywa Rihards Bigis.

 

 

 

 

Izuagbe Ugonoh – Fred Kassi

Pierwsza walka Izu z Andrzejem Gmitrukiem w narożniku, powrót po porażce przez KO z Dominiciem Breazealem.

Kassi tak jak wielu się spodziewało był niewygodny, często zmieniał pozycję i dystansował Ugonoha przednią ręką. Pierwsze dwie rundy (i jak się niestety okazało ostatnie) to był festiwal wyczuwania, zawodnicy nie zdążyli zadać żadnych mocnych ciosów.

Po 2. rundzie Fred wycofał się z walki. Trener Gmitruk był załamany i bezpośrednio po tym zdarzeniu próbował dowiedzieć się od Kassiego, czemu ten zrezygnował i czemu nic nie powiedział o swoich kłopotach przed pojedynkiem. Jedyną odpowiedzią Kameruńczyka była prosta wymówka o bólu głowy.

Walka z Kassim mogła być testem wszystkich rozwiązań taktycznych wypracowanych w toku przygotowań przez team Izu. Szkoda, że ta szansa została zmarnowana przez postawę Kameruńczyka.

Przez TKO w 3. rundzie wygrywa Izuagbe Ugonoh.

 

 

 

 

Ewa Piątkowska – Maria Lindberg

W pierwszych rundach u Ewy dużo przestrzelonych ciosów i sporo klinczu, przez co zawodniczka KnockOutu traciła siły. W niektórych momentach walki było więcej siłowania się w zwarciu, niż pracy w dystansie. Piątkowska walczyła bez luzu i nie mogła wejść w tempo akcji Marii.

Lindberg prezentowała się naprawdę solidnie – zadawała sztywne, szybkie ciosy w długich seriach i ciągle nacierała. Nie bez powodu na konferencji prasowej po walce Piątkowska określiła Marię jako “małego tira stale idącego do przodu”.

W kolejnych rundach zawodniczka KnockOutu biła coraz więcej dobrych kontr i zaczęła zdobywać przewagę w walce. W 5. rundzie Polka trafiła mocnym prawym sierpowym, który wywołał u Lindberg poważny kryzys i zmusił do klinczowania. W 6. odsłonie starcia Szwedka odzyskała nieco świeżości i złapała Ewę kilka razy prawym sierpowym, Polka przez chwilę miała miękkie nogi. Kolejne rundy to przewaga Piątkowskiej, i opadanie z sił Marii.

Świetny test dla Ewy i dobra postawa w walce, szczególnie jeśli spojrzeć na 20-miesięczną przerwę od występów w ringu. W Piątkowskiej jest duży potencjał – pokazała hart ducha, nie zatrzymywała jej dążąca do przełamania Szwedka, biła dużo mocnych ciosów. Do poprawy na pewno celność i wykorzystanie zasięgu, ale ostatecznie – dobra obrona pasa i zadowolenie zarówno kibiców jak i trenera Liczika.

Po 10 rundach niejednogłośną decyzją sędziów wygrywa Ewa Piątkowska.

 

 

 

 

Artur Szpilka – Dominick Guinn

Guinn mimo zaawansowanego wieku był od początku lotny na nogach, bardzo rzadko bił ciosy, ale jego prawy prosty wchodził na szczękę rywala. U Szpili w pierwszych rundach niecelne prawe sierpy i za krótki jab. Zawodnik z Wieliczki nie mógł złapać dystansu nawet mierząc z wyciągnietej przedniej ręki, ale dobrze wchodził z lewym prostym na dół. Guinn był czujny w obronie, i nie było u niego aż tak widać ringowej rdzy. Im dalej w walkę, w tym głębszą defensywę schodził Amerykanin, a kolejne odsłony starcia szły na konto Polaka.

U Artura dalej przestoje w defensywie. Nogi ma najlepsze gdy atakuje i gdy sam wybiera uderzenia i kąty ataku. W obronie usztywnia się, cofa się w linii, pojawia się dezorientacja na linach. Te 10 rund było mu potrzebne, pierwsza walka z Andrzejem Gmitrukiem w narożniku zakończyła się sukcesem. Szpilka realizował plan taktyczny i nie podpalał się, a nieco nieprzepisowym ciosem zadanym nasadą w ostatniej rundzie zdołał nawet rzucić Amerykanina na deski.

Szkoda, że reklamy uniemożliwiły nam oglądanie pracy narożnika, moglibyśmy zobaczyć czy w teamie Szpili jest chemia i czy trener Gmitruk ma w ringu dobry kontakt z Arturem.
Po walce pełna kultura, uściski dłoni i optymizm na konferencji prasowej.

Szpilka zadeklarował, że najchętniej stoczyłby teraz rewanż z Adamem Kownackim lub z Tomaszem Adamkiem.

Po 10 rundach jednogłośnie na punkty wygrywa Artur Szpilka.

 

 

 

 

 

Gala na PGE Narodowym to niewykorzystany potencjał.

 

Niedomagało wiele rzeczy i to złożyło się na całość, która jest poddawana w mediach, szczególnie tych bokserskich, silnej krytyce. Przesunięcie i w końcu odwołana walka Mariusza Wacha, odwołane pojedynki amatorskie mężczyzn, odwołany występ Edyty Górniak (która jednak na Stadion dotarła), Artur Szpilka w walce wieczoru, Michael Buffer zapowiadający występ Marcina Najmana, problemy z frekwencją, skandaliczny system przyznawania akredytacji – kontrowersje rosły z dnia na dzień, a informacje z obozu ND były skąpe. Zadziałał tu efekt kuli śnieżnej – każdy niedopracowany element organizacji mścił się w tygodniu poprzedzającym wydarzenie i na samej gali, kolejne wpadki potęgowały się.

Najbardziej zdziwił brak solidnego zastępstwa na walkę wieczoru Wach-Molina. Reklamy radiowe aż do samej gali zapowiadały pojedynek Mariusza z Ericiem. Spekulowano, że Amerykanina zastąpi Werwejko lub zawodnik brytyjski ze średniej półki, a w końcu z rozmów nie wyszło nic. Fakt, że zawodnik z USA został odwołany po wpadce dopingowej jeszcze sytuację pogarsza.

Ma rację Andrzej Wasilewski, który pisał na twitterze, że dwie osoby tworzące ND Promotion to za mało by zorganizować galę o takiej skali. Błędów można było uniknąć, czas na wyciągnięcie wniosków.

Wrażenie, które pozostało nie jest najlepsze. Mam nadzieję, że szum wokół gali nie przykryje dobrych występów polskich zawodników, którzy w ringu na Stadionie Narodowym zostawili sporo zdrowia.

 

Na plus-minus produkcja telewizyjna. Media publiczne to spora szansa dla polskiego boksu – potencjalnie duża widownia, profesjonalny komentarz, dobra oprawa wizualna, (pomijając może wpadkę z rokiem debiutu zawodników, który znalazł się w polu “zasięg” czego efekt był dość komiczny). Jednak potężna ilość reklam to coś co może zniechęcić nawet tych najbardziej wytrwałych widzów, przynajmniej w głównej karcie mogłoby być ich mniej. Słyszałem, że bloki reklamowe czasem nachodziły nawet na dyskusję w studiu – takie wpadki nie mogą się powtórzyć.

 

Pozytywem był występ Ewy Piątkowskiej w otwartym paśmie w TVP1 i fakt, że była to walka o mistrzostwo. Do zdjęć z Tygrysicą ustawiały się kolejki chętnych i cieszy, że rozpoznawalność tej zawodniczki rośnie.

 

Artur Szpilka w walce wieczoru? Sam widziałbym w main event Izu Ugonoha, ale popularności Artura nikt nie podważy, wystarczyło zobaczyć tłumy fanów oblegające Szpilę na zeszłotygodniowych targach Go Active. Obok występu Marcina Najmana to właśnie pojedynek zawodnika z Wieliczki przyniósł najwięcej emocji i zainteresowania mediów. Dla fanów boksu Artur w walce powrotnej jako wydarzenie wieczoru to rzecz dyskusyjna, ale dla szerokiego widza, do którego kierowany jest przekaz w otwartej telewizji – coś zrozumiałego.

 

 

 

Narodowa Gala boksu to już historia, a przed nami KBN Rzeszów, Legionowo Babilona i powrót Andrzeja Fonfary na Torwarze. Takiego ruchu wokół polskiego boksu nie było od lat.

 

 

Źródło zdjęć: Jacek Karczewski (ND Promotion)

 

 

SPONSOR PORTALU

 

 

 

Be the first to write a comment.

Your feedback