3 września
2022

29 października w Nosalowym Dworze, a nie 1 października w Lublinie – znamy datę i miejsce walki Mateusza Masternaka o status pretendenta do pasa IBF wagi cruiser. O przygotowaniach do nachodzącego starcia miałem okazję porozmawiać z Masterem na konferencji grupy KnockOut Promotions.

 

Konrad Kryk: Zmiana terminu walki – to dla Ciebie korzystny czynnik czy obciążenie?

Mateusz Masternak: Na pewno trochę zaburzyło to nasz cykl przygotowań, ale damy radę. Nie weszliśmy jeszcze w ten najważeniszy okres przytogowań i sparingów. Mamy swoje doświadczenie i doświadczenie Piotrka jako trenera.

KK: Terminy zmieniały się, różni rywale wchodzili w grę, przeciągały się negocjacje. Czy miałeś w tym czasie okres odpoczynku. Czy zszedłeś z obciążeń czy ciągle byłeś w bloku startowym do walki?

MM: Cały czas byłem w mocnym treningu. Może nie była to taka praca jak w ostatnim miesiącu przygotowań do walki, gdy pilnuje wszystkiego – posiłków czy godzin do walki. Nie były to takie obciążenia. Jednak codziennie na sali 2 godziny morderczego treningu w pocie czoła, treningi zadaniowe w parach, sparingi – wszystkie te elementy były. Wiedziałem, że walka może być szybciej bądź wolniej, więc nie chciałem czuć się zaskoczony, gdyby się okazało, że walczę zaraz, a jestem niegotowy.

KK: Uważasz, że wciąż jesteś w topowej formie i możesz zawalczyć jak za najlepszych lat?

MM: Tak naprawdę żaden zawodnik nie powie, że coś jest nie tak. Każdy powie, że jest dobrze. Ale tak zupełnie szczerze, ja w swoim organizmie nie czuję zupełnie regresu. Nie ma tak, że kiedyś robiłem coś w dany sposób, a teraz czuję że już nie jestem w stanie tak trenować i trzeba robić inaczej.

KK: W zasadzie nie miałeś w swojej karierze dłuższego okresu roztrenowania, odpuszczania. Ciągle toczyłeś walki i nie wychodziłeś z sali.

MM: Absolutnie. Na to składa się też kilka czynników. Nie miałem w swojej karierze jakichś strasznie ciężkich ringowych wojen. Miałem mądrych trenerów. Czy to trener Gmitruk, który raczej nie był zwolennikiem tytanicznej pracy, czy teraz Piotrek, czy w okresie gdy byłem w Niemczech. Czuję się dalej młody, czuję się bardzo dobrze. W kierunku ewentualnego regresu nawet nie ma co patrzeć. Jestem gotowy, by wyjść i zrobić swoją robotę.

KK: O tym, że Twoim rywalem będzie Jason Whateley wiesz już dość długo. Na pewno analizowałeś jego styl i elementy w jego boksie, które mogą być dla Ciebie problemem w ringu.

MM: Jest zawodnikiem bardzo wysokim, ma dobre warunki fizyczne z długim zasięgiem ramion. Umie sprawnie operować lewym prostym z dystansu, ale też umie się zawalczyć z bliska. Jak na pięściarza tych gabarytów to jest dość dziwne i zaskakujące. Fakt jest taki, że ja w dystansie walczę dużo lepiej niż z bliska, więc zobaczymy też co Jason będzie chciał pokazać. Wzrost to jedna kwestia, a to czy ktoś będzie potrafił w ringu dystansować to druga sprawa. Na dziś ciężko powiedzieć w jakiej płaszczyźnie rozegra się walka. Zobaczymy czyj dystans będzie dłuższy. Kto kogo będzie w stanie lepiej wydystansować. Szykuję się na pełen dystans. Walka jest o dużą stawkę, więc rywal będzie mocny i zdeterminowany. Dla mnie to też jest podejrzewam ostatnia taka szansa, którą będę chciał w 100% wykorzystać. Jak masz taką szansę, to bierz to tu i teraz, a nie czekaj aż ktoś coś ci przyniesie. Z takiego założenia wychodzę i będę chciał się dwoić i troić, żeby zrobić to co do mnie należy.

KK: Wielokrotnie toczyłeś walki na wyjeździe, również te o dużą stawkę. Czy to że pojedynek odbędzie się w Polsce dodatkowo Cię motywuje?

MM: Łatwiej się boksuje na swoim podwórku. Nie chodzi o to, by ktoś miał dawać ci prezenty. Znasz ludzi, znasz język, ochroniarza który stoi przed ringiem i powie ci: ,,Idź tędy a nie tam”, a tocząc walki w innych krajach, np. w Afryce bywało z tym różnie. Więc na pewno jest to, jak kiedyś wspominał Darek Michalczewski, przyjemny wiatr w plecy, nie w twarz. Natomiast chciałbym, żeby każdy na swój sukces zapracował w sposób uczciwy i żeby każdy dostał to się mu należy. A stawka jest tu bardzo ważna. Od tego pojedynku zależy cała moja sportowa przyszłość. Jak nie teraz to kiedy? To jest ostatni dzwonek. Jeśli już nie będę tego mógł robić, to trzeba będzie bawić się w boks na polskim podwórku, ale zapomnieć o czymś poważnym, albo kończyć karierę. Czuję się dobrze, nie chcę kończyć kariery, chcę zrobić to co do mnie należy perfekcyjnie.

KK: Dziękuję za rozmowę.

Be the first to write a comment.

Your feedback